La tente, le camping. Une Pologne


Assis devant mon chapiteau, je fais face au tentes d'un camp organisé par quelqu'organisation scoute catholique.

Vient le soir. Le temps des jeux et défis nocturnes qui ponctuent la journée de ces demoiselles.

Je suis ému par la vingtaine de "scoutes" toutes en uniforme qui défilent deux par deux vers la sortie du camp. Chemises impeccables, foulard noué dans les tons de gris au bas blancs. Chaussures de marche dont la qualité et le modèle sont le seul signe du statut social.

N'est-ce pas ça le rôle du vêtement unique ? Souligner l'appartenance à un groupe en laissant, malgré tout, une place à la personalité. 

Un petit chapeau "cloche" les coiffent. Elles marchent par deux dans le silence dont s'échappe quelques rires et murmures.

Le soleil passe à l'orange.

Elles se dirigent vers l'énorme étang autour duquel les cheffes ont imaginé les challenges du soir.

Très vite, les rires, les cris et le choeur de ces adolescentes fissurent le miroir immobile du lac.

Dans le silence léger du matin, encore embuées de leur nuit, elles cheminent en douceur vers les tables où, après une prière chantée, elles déjeuneront, animées par leurs conversations et l'espoir d'une journée de jeux et d'entraide.

Spectacle rare et tellement peu politiquement correct.

Dans la  Pologne en guerre, les scouts et scoutes ont acquis un statut et un rang que 55 ans de communisme et 30 ans de libéralisme effréné n'ont pas entamés.

Parfois catholiques, majotitairement athées ces organisations furent des relais et de précieuses auxilliaires auprès des populations en terme d'entraide, de distribution de nourriture au victimes de la guerre.

Rôle que ne pouvait plus jouer l'état sous domination allemande.

Aujourd'hui, on peut ironiser et considérer ce genre d'organisations démodées.

C'est justement ce qui les rends utiles et émouvantes.

Peut-on leur préférer ces regards happés par les écrans qui ne croient plus que ce que les pixels racontent ?

D

 


Siedzę przed moim namiotem, twarzą do obozu zorganizowanego przez jakąś organizację katolicką.

 Przychodzi wieczorem.  Czas na gry i nocne wyzwania, które uświetniają dzień tych młodych dam.

 Porusza mnie dwudziestu „harcerzy” w mundurach, którzy dwójkami maszerują w kierunku wyjścia z obozu.  Nienaganne koszule, szalik wiązany w odcieniach szarości z białymi pończochami.  Buty do chodzenia, których jakość i model są jedyną oznaką statusu społecznego.

 Czy nie taka jest rola wyjątkowego ubioru?  Podkreślaj przynależność do grupy pozostawiając mimo wszystko miejsce na osobowość.

 Zwieńcza je mały kapelusz „dzwonkowy”.  Idą parami w ciszy, z której ucieka kilka śmiechów i pomruków.

 Słońce zmienia kolor na pomarańczowy.

 Kierują się w stronę ogromnego stawu, wokół którego kucharze wyobrażali sobie wieczorne wyzwania.

 Bardzo szybko śmiech, płacz i chór tych nastolatków rozbijają nieruchome lustro jeziora.

 W lekkiej ciszy poranka, jeszcze mglistej po nocy, idą łagodnie w kierunku stołów, gdzie po śpiewanej modlitwie zjedzą obiad, ożywieni rozmowami i nadzieją na dzień gier i wzajemnej pomocy.

 Rzadki pokaz i tak mało poprawny politycznie.

 W ogarniętej wojną Polsce harcerze uzyskali status i rangę, której nie nadwyrężyły 55 lat komunizmu i 30 lat nieokiełznanego liberalizmu.

 Niekiedy katolickie, przeważnie ateistyczne, organizacje te były przekaźnikami i cennymi pomocnikami ludności w zakresie wzajemnej pomocy, dystrybucji żywności.

 Rola, której nie mogło już pełnić państwo pod dominacją niemiecką.

 Można ironicznie uznać tego typu organizacje za staromodne.  Właśnie dlatego są dla mnie przydatne i wzruszające.

 Czy możemy preferować te spojrzenia uchwycone przez ekrany, które już nie wierzą w to, co mówią piksele?

 D